sobota, 14 listopada 2015

Do zobaczenia...


Gdzie on może być…  Tak dawno nic nie napisałam do bloga, że nie mogę teraz znaleźć swojego folderu w komputerze. Właśnie, to sprawiło, że utwierdziłam się w swojej decyzji, z którą nosiłam się już od kilku tygodni. No bo co to za blog, na który wciąż brakuje czasu… Albo coś się robi dobrze, albo… trzeba powiedzieć sobie dość. Jeśli muszę wybierać, czy ukradzione chwile poświęcić pisaniu o dzieciach czy po prostu byciu z nimi, wygrywa tylko jedna opcja. Wobec totalnego deficytu wolnego czasu z żalem, ale jednak żegnam się z naszym blogiem. Dziękuję wszystkim Czytelnikom, tym wiernym i tym przypadkowym za każdą wizytę u nas. Być może wrócimy za jakiś czas z Violą, która już ma głowę pełną pomysłów, lecz potrzebuje „jeszcze trochę dorosnąć”. Tak więc: nie żegnajcie, ale do zobaczenia!

sobota, 31 października 2015

Break


Robimy z Lilką zakupy w galerii handlowej. W pewnym momencie Lilka:
- A nie możemy sobie tak po prostu posiedzieć chwilę na ławeczce?...
Też pomysły! Przecież się śpieszymy, bo w domu jeszcze gotowanie, prasowanie, pomoc w odrabianiu lekcji…
- Yyy… Masz rację. Usiądźmy na chwilę…
*
- Ale fajnie się tak siedzi. Wszyscy się śpieszą, a my nie…
- Uhm… Super…
*
- Musimy już iść do domu…
- Naprawdę? Szkoda. Ale obiecaj mi, że jeszcze tak sobie kiedyś posiedzimy!
- No pewnie. To rzeczywiście jest ekstra! Such a little break...

poniedziałek, 5 października 2015

Podziel się swoją frajdą


Czas płynie, czy tego chcemy, czy nie i ten fakt zauważyła ostatnio nasza Lilka.
- Mamo, niedługo skończę siedem lat. Jestem już taka dorosła!
Spostrzeżenie to okazało się całkiem owocne, bo Lilka poczuła się zobowiązana, żeby więcej udzielać się w gospodarstwie.
- Ty mamo sobie teraz usiądź, bo byłaś przecież osiem godzin w pracy, a ja tu posprzątam. Zobaczysz, że potrafię…
Rzeczywiście, potrafi nawet nieźle zmywać naczynia.
- O, mamo! Dlaczego nigdy mi nie powiedziałaś, że mycie naczyń to taka frajda?!! Obiecaj, że już zawsze będziesz mi na to pozwalać!
Głupi by nie obiecał. Tak że, no… Sprawiłam córce frajdę.

środa, 23 września 2015

(Trudny) przypadek wychowawczy


Ech… dzieci… I problemy z dziećmi. Najbardziej oporny na wysiłki wychowawcze okazuje się ten najstarszy, czterdziestoletni. Bo co z tego, że z młodocianymi zawarliśmy kontrakt, na mocy którego priorytetowym obowiązkiem jest zadanie domowe, a następnie porządek w swoim pokoju. Matka wraca z pracy i widzi potomków przy komputerze (bynajmniej nie przy pracy domowej):
- A tatuś nam pozwolił!
Tatuś ulatnia się po angielsku, a awantura zostaje w udziale matce (macosze, tej niedobrej), która egzekwuje obowiązki, wysłuchując pyskówek w najlepszym, nastoletnim wydaniu. To nic, wystarczy tylko zacisnąć zęby i przeczekać, spokój czyni cuda. I szacunek do dzieci, zwłaszcza wtedy, gdy ręka aż świerzbi… Burza szybko mija, po niej cisza – czas na przemyślenia, głębokie i z konsekwencjami. Na koniec - jednak przeprosiny. Z mocnym postanowieniem poprawy…

niedziela, 6 września 2015

Podział obowiązków


Niby wszystko przewidziałam, wiedziałam, ile obowiązków czeka mnie od pierwszego września, a jednak ilość czasu, jaki muszę spędzić w korkach ulicznych, zaskoczyła mnie totalnie. Zanim wreszcie dotrę z pracy do domu, zaraz muszę  pędzić dalej (orlik, dentysta, wywiadówka, a od przyszłego tygodnia tańce). Nie tak miało być… No, ale skoro już jest, to nie ma co się nad tym za wiele rozwodzić, trzeba działać. Podstawą jest sprawiedliwy podział obowiązków. Sprzątanie, wynoszenie śmieci, opróżnianie zmywarki, podlewanie kwiatków, a nawet pomoc w odrabianiu lekcji, bo jak się okazuje, nawet w tym nie jestem jednak niezastąpiona. Kuba pomaga Violi, Violka Lilce, a dla mnie zostaje do obsługi już tylko najstarszy( to, co pilne – na bieżąco, reszta w niedziele). A jednak nie wszyscy na podziale obowiązków zyskali. Nie będę wskazywać palcem, kto tym razem zmieniał wodę Lilkowej rybce, w każdym razie efektem tegoż jest zmiana miejsca zamieszkania tej ostatniej. Rybka trochę zdziwiona pławi się teraz w słoiku po kiszonych ogórkach. Biedna.

środa, 26 sierpnia 2015

Czasu brak


Przed zaśnięciem studiuję przewodnik turystyczny. Wakacje się kończą, a my nie zwiedziliśmy jeszcze tylu miejsc, które były w planach. Wciąż jeszcze nie byliśmy w Gorcach. Nadal marzymy o Mazurach. Obiecywaliśmy sobie też wrócić jeszcze kiedyś do Ojcowa. A czasu wciąż za mało. Został nam jeden dzień do dyspozycji. Co zrobić z jednym dniem? Aż głowa boli. To nie był dobry pomysł, teraz na pewno nie usnę…
- Mamo, nie mogę zasnąć – nade mną pojawia się nie wiadomo skąd Lilka. – W ogóle nie miałam dzisiaj czasu się z tobą poprzytulać, to myślisz, że jak mam teraz spać?
Niedobrze, jak już nawet jej czasu brakuje.

piątek, 14 sierpnia 2015

Niewiasta dzielna...


Nie byłabym sobą, gdybym o tym nie napisała. O książce, która trafiła w moje ręce, bo tak nam było pisane i o jej Autorce, którą dzięki temu miałam okazję poznać.  „Dziennik pokładowy czyli wielodzietnik codzienny” mimo pokaźnych rozmiarów pochłonęłam nader szybko, biorąc pod uwagę moje zasoby czasowe. Ktoś by rzekł, zwyczajny zapiśnik rodzinny, o pieluchach, kolkach, ząbkowaniach, o niesfornych nastolatkach i innych domowych przypadłościach. Urzekła mnie jednak niezwykła siła i pogoda ducha matki dzieciom ( a liczba ich sześcioro mówi wszystko ), żony i synowej. Niewiasta owa szczerze i bezpretensjonalnie przedstawia swoją codzienność, nie omijając tematów trudnych, nie idealizując rzeczywistości, niezwykle barwnym i soczystym językiem opisuje blaski i cienie życia w rodzinie wielodzietnej. Kiedy poznałam ją bliżej, ujęła mnie już do reszty.
- Nasza rodzina powoduje, że się nie nudzę, to mój żywioł – śmieje się, unikając zbędnego patosu. - Mam masę tematów do przemyślenia, zaplanowania, zorganizowania, wiele wyzwań (…) Oczywiście jest też wiele problemów, które niesamowicie ciążą, za to rozwiązywanych razem, co nieraz daje siłę. Jest sporo takich, do których nie da się mieć wytrzymałości nerwowej i uczę się jej, jak nowicjusz na pierwszym roku praktyk zawodowych. Nieraz potrzebuję wsparcia bliskich, odskoczni, by odpocząć. Chyba jak każdy.



Pytana o najpiękniejsze strony życia w rodzinie odpowiada:
- Miłość, wspólnota, bycie razem… Nie umiem tego wartościować na tyle, by powiedzieć, co jest naj. Piękne są chwile, gdy jesteśmy razem, przeżywamy razem uroczystości, święta, urodziny, wszelkie sukcesy dzieci, rodziców, dziadków. Piękne są wieczorne buziaki, zwierzenia, rozważania, opowieści, jak było kiedyś. Wspólne spacery, wyjazdy, zabawy w piasku i morzu. Granie razem w kosza. Wspaniale się razem ogląda filmy, kibicuje przy meczach. Chodzenie razem na Eucharystię i widok dzieci przystępujących do komunii. Niefajne są tylko kłótnie i choroby.



Nie mam wątpliwości: szczęśliwa, spełniona i pełna wewnętrznego światła.
Z prostotą i zwyczajnie opowiada o swojej bliskiej relacji z Bogiem, relacji, która nie zawsze wyglądała „różowo”.
- Jezus stał się kimś realnym i osiągalnym dopiero, gdy moje życie zawisło na krawędzi. (…) Spotkanie osób będących blisko Boga poprowadziło mnie w jego kierunku. Wiara zaczęła się od kilku słów i pozycji na kolanach. Pamiętam dokładnie te słowa: „ Boże, jeśli jesteś i chcesz, żebym w Ciebie uwierzyła, to pomóż mi i zrób coś, bo sama nie umiem.”

Czy tak wyobrażała sobie kiedyś swoje życie? Odpowiada dowcipnie:
- Czy to nie Woody Allen powiedział: "chcesz rozśmieszyć Boga, to powiedz mu o swoich planach"? (…)
Miałam zakusy bycia prawnikiem, malarką, aktorką, próbowałam iść na psychologię, ojciec nie dopuścił mnie nawet do drzwi, bawiłam się w fotografa, dziennikarkę, pisywałam wiersze  - wspomina. - Jako dwudziestolatka wyobrażałam sobie moje życie jako dziennikarza wojennego, brudnego od pyłu, w kamizelce kuloodpornej, tworzącego fotografie pełne cierpienia, teksty przepełnione ludzką niedolą. Reportaż nasycony prawdą. Życie skutecznie weryfikuje nasze marzenia – stwierdza, jednak bez zbędnego żalu.

Ciesząc się każdą chwilą tu i teraz, czerpie z życia pełnymi garściami, dając przy tym tak samo wiele: wszystko, co w niej najlepsze.

Wiktorio, Antoni, Zuzanno, Franciszku, Michalino i Maju! Macie naprawdę wyjątkową Mamę, szanujcie ją bardzo, aby długo żyła. Michałku, wiem, że na Nią czekasz, ale sam rozumiesz, że jest jeszcze tutaj bardzo potrzebna.
A Pan Ignatowski chyba już wie, że jestem Jego fanką.
Pozdrawiam Was serdecznie J.